środa, 19 marca 2014

04 rozdział ; memories

                                                                <włącz>
                  -Wiedziałem że cię tu znajdę..-powiedział lekko przybity Sergi
-Nie chcę z tobą rozmawiać,czy ty tego nie możesz zrozumieć?!-wykrzyczała Nicole,po chwili na balkonie znalazł się również Bartra,który mnie z tamtąd zabrał
-Oni muszą sami to załatwić..-odparł Marc
-Może i racja,to gdzie chcesz mnie zabrać?-
-Tam gdzie zechcesz.- Marc lekko się uśmiechnął co odwzajemniłam
-Możesz zawieść mnie do domu-grzecznie odpowiedziałam
-no dobra..- wymruczał,po czym zaczął iśc w stronę samochodu,szłam krok w krok za nim.Kiedy doszliśmy już do jego przepięknego ferrari,zachował się jak dżentelmen i otworzył mi drzwi.Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.Przez całą drogę żaden z nas się nie odezwał.Marc był troche przybity.Nie rozumiałam jego zachowania.
-Coś się stało?-spytałam
-Em..co?Nic się nie stało,tylko tak jakoś,no humoru nie mam..-
              Kiedy podjechaliśmy pod mój i Thorie dom,nie chciałam tam wchodzić.Thorie zabije mnie,zrobi się kłótnia,będzie obrażona na cały tydzień.Wyszłam z samochodu,a zanim się nie obejrzałam Marc,był już koło mnie.No nie powiem,szybki jest.

-Dziękuję że zgodziłaś się ze mną pójść do tego klubu.Wiem,nie spędziłem jakoś szczególnie dużo z tobą czasu,wybacz mi to..-westchnął cicho
-No nie powiem,nie było ciekawie.Nudziłam się tam.Tylko ta akcja z Nicole...-
-Nie powinnaś się w to mieszać,no i ja też.-
-Wejdziesz?-spytałam nieśmiale
-Jeśli mogę-brunet cicho się zaśmiał.Otworzyłam drzwi domu i wraz z Marc'iem,weszliśmy do salonu.Widziałam zdziwienie w oczach Marca kiedy zobaczył siedzącą na kanapie Thorie.
-Już sobie znajdujesz jakiegoś lasia?!Czy ty w ogóle myślisz?! Zachowujesz się tak jak zawsze!Myślałam że się zmienisz,nie będziesz taka jak w Polsce,przestaniesz chodzić na imprezy,i zapraszać do domu pierwszego lepszego!Nigdy się nie zmienisz nie?!Mam cię dość..-powiedziała zapłakana Thorie,która po chwili wybiegła z salonu,nie wiedziałam jak zaareagować,byłam zagubiona,Marc był chyba równiez oszołomiony tą sytułacją.
-Jestem pierwszym lepszym?-spytał,patrząc na mnie dosc wkurzonym wzrokiem,co ja mam mu odpowiedzieć?On nie jest taki jak inni..No ale nie wiem..
-Odpowiedz mi do cholery!-podnisół ton,na co wsytraszona zrobiłam krok w tył
-To już nie pamiętasz swoich słów?! 'Mogę mieć każdą'.Wcale nie jesteś lepszy-Marc ucichł,ja wraz z nim,nadal byłam zagubiona i nie wiedziałam co zrobić.Może lepiej pogadać z Thorie jutro?Dzisiaj jest serio nie w sosie,to nie ma sensu..
-Gdyby nie ja,nie miałabyś takich problemów-powiedział Marc,przybliżając się do mnie,nie chciałam na niego patrzeć
-To nie twoja wina.Thorie jest moim przeciwieństwem,ona nie potrafi zrozumiec tego że jestem trochę inna..Jest moją przyjaciółką od dziecka,ale czasem przesadza.Chodź teraz,może miała racje..-wymamrotałam przygnębiona
W głowie miałam teraz tysiące myśli.Może Thorie ma racje,może Marc jest przelotny tak jak reszta moich 'chłopaków'?W każdym razie mogę odpuścić sobie jutrzejszy dzień zakupów z Thorie,zjebany początek 'nowego,lepszego życia',eh..
-Obejrzymy jakiś film?-zaproponował Bartra

-Zależy co..-
-Nie masz humoru,prawda?-
-Nie wiem jak zrobić byś się uśmiechnęła...-dodał
-Przecież ja jestem szczęśliwa,nie widzisz jak skacze z radości?Marc chyba powinieneś już iść,przy tobie przypomina mi się całe moje dzieciństwo..-Marc spojrzał na mnie ze zdziwieniem
-Co..?To chyba dobrze,czy nie?O co ci właściwie chodzi?-
-Dobrze?Wcale nie..Kiedyś grałam w piłkę,byłam 'najlepsza',niby najlepsza.Kiedy miałam 16 lat moi rodzice się rozwiedli a ja wraz z tym zaczęłam nałogowo pić,palić i pierwsza zaczynałam bójki.Na piłke nie miałam czasu,mama nie wytrzymywała ze mną,jak większośc moich znajomych.Pewnego dnia przegiełam,miałam sprawę w sądzie..Po tej jednej wielkiej sprawie piłka była dla mnie niczym.Ty przypominasz mi dzieciństwo,ty jako piłkarz.-powiedziałam mu prawde,powiedziałam mu wszystko,powiedziałam mu jako jedynej osobie,nie wiem nawet po co,nie lubię wracać do tego tematu.Marc chyba nie wiedział co powiedzieć,widziałam to w jego oczach.
-Teraz jestem pewnie jeszcze gorszą osobą..Tylko Thorie została ze mną.Większość moich znajomych miała mnie w dupie.-
-Rose...ja..-jedyne słowa które wypowiedział Marc,po tym jak od razu wyszedł.Nie rozumiem czemu tak postąpił.Wiedziałam że mówienie mu takich rzeczy będzie złe...

                                *Perspektywa Marc'a..*

Wyszedłem na totalnego idiote zostawiając ją w tej chwili samą.Piła i paliła w wieku 16 lat.Gdyby nie jej rodzice może przyjechała tu w celu grania w żeńskiej drużyny Barcy?Sam nie wiem .Rose jest taka..tajemnicza.Nie uchodzi za łatwą osobę.Jest jedyną dziewczyną która podoba mi się ale tak..tak..tak 'serio'.Nie wiem co ona o mnie sądzi,ale boję się że mogę być tym jednym z jej 'przelotnych kolegów...',w sumie też taki jestem mam 'przelotne koleżanki..'.Tyle że Rose jest normalna.Nie jak te laski co siedzą po 2 godziny w toalecie robiąc sobie makijaż.
Poczułem wibracje mojego telefonu który zjadował się w kieszeni,sms'es od Nicole.Pewnie znowu coś o Sergi'm,nie chcę tego czytać,to robi się już cholernie nudne.Podeszłem do mojego samochodu i po prostu odjechałem.Jest mi głupio,moje zachowanie jest czasem tak bardzo nie przemyślane.Lepiej jak się wrócę,pogadam z nią..Tak,tak zrobię.

                                  *Perspektywa Rose..*

Zostałam sama,ze wszystkim.Wróciły wspomnienia.W takich cholernie zjebanych momentach brałam piłkę i szłam grać,to mnie uspokajało.I może w sumie tak zrobie.Wyciągnęłam piłkę z torby i poszłam grać na dwór.Tak dawno tego nie robiłam..Tęskniłam za tym.

-Jesteś niesamowita..-usłyszałam głos za mną,prędko odwróciłam się i rzuciłam piłkę w kąt.To był Marc.Myślałam że już pojechał.Nie chciałam by widział mnie z piłką,a tu taka wpadka.
-Dzięki...-wydusiłam,po czym spojrzałam na niego,ten tylko głupio się uśmiechał
-Przepraszam ze tak nagle wyszedłem.-
-Nic się nie stało.-
staliśmy w zupełnej,ciszy,on wpatrujący się we mnie i ja unikająca jego perfekcyjnego spojrzenia.Po chwili nie uwagi i zamyślenia się,nie zauważyłam że milimetry dzieliły nasze usta od pocałunku.
-Nie mogę..Nie chcę..Marc..-
-------------------------------------------------------------------------
Koniec,dobra,beznadziejny,nudny,nic tu się nie dzieje
wiem,nuda
CZYTASZ - KOMENTUJESZ
jeśli będzie jakiś błąd,to mozecie zwrócić na to uwagę i mi napisać przy czym on jest,nie miałam weny na pisanie tego rozdziału,ale musiałam coś dodać
dobra ten,dobranoc